Soczyste riffy, bezpośrednie teksty, buntownicza postawa i garażowa energia. To wszystko znajdziecie na nowym albumie Black Radio. Rock’n’roll wraca do łask! Posłuchajcie najbardziej gitarowej polskiej płyty tego roku!
Dzięki takim kapelom, jak Black Radio gitarowe granie nie ma prawa umrzeć. Łodzianie grają rock’n’roll w najczystszej postaci. Ich DNA stanowią brudne gitary, chwytliwe riffowe ciosy, charyzmatyczny wokal i prawdziwa koncertowa rozróba. Jeśli chodzi o polską scenę rockową – 2023 to zdecydowanie ich rok. Black Radio powracają dojrzalsi i dopracowani, choć z pewnością nie okiełznani i pokorni.
Przez niemal dekadę od czasu swojego debiutu zespół w składzie: Dawid Wajszczyk (gitara, wokal), Piotr Kłos (gitara, klawisze), Kamil Biadała (bas), Szymon Płaska (bębny) oraz Franciszek Stępień (gitara) jeździł po całej Polsce, zbierając doświadczenie sceniczne. Zagrali między innymi na takich scenach, jak Jarocin Festiwal, Pol’and’Rock czy Slot Art Festival. W międzyczasie powstawały liczne kompozycje, które ostatecznie złożyły się na intensywny, dwupłytowy album Black Radio. Artyści bez wahania nazywają go swoim nowym, pełnoletnim debiutem.
Proces powstawania tego albumu i jego cykl wydawniczy był dla nas okazją do współpracy z wieloma świetnymi artystami. Produkowaliśmy go z Michałem Wasylem, nad teledyskami pracowaliśmy z Piotrem Osakiem, a design okładek singli i poligrafii całej płyty współtworzyła Pola Lepakhina. Każde z tych spotkań było bardzo rozwijające. Mnie osobiście najwięcej dała współpraca nad głosem z maestrem Danielem Borowskim, który najpierw przygotowywał mnie wokalnie przed wejściem do studia, a potem był również obecny podczas sesji nagraniowych. Daniel jest międzynarodową gwiazdą opery, niedoścignionym mistrzem oraz moim największym artystycznym autorytetem. To ogromny zaszczyt — opowiada lider zespołu, Dawid Wajszczyk.

Młodzieńczy indie rock pierwotnego Black Radio ustąpił eksperymentalnym poszukiwaniom i zdecydowanie odważniejszym zabiegom muzycznym. Zespół wciąż gra współcześnie, jednak nie odżegnuje się od korzeni. Najnowszy album Łodzian przenikają bowiem inspiracje sięgające nawet bluesowych lat 40. ubiegłego wieku. Nie jest to bynajmniej hołdowanie starym ideałom, a świadome poszukiwanie nowych środków wyrazu i poszerzanie swojej palety brzmieniowej, co poskutkowało niezwykle różnorodnym materiałem, którego dynamika nieprzerwanie angażuje uwagę słuchacza.
Rozwój to według mnie pierwszy i najważniejszy obowiązek każdego artysty. Tą płytą w pewnym sensie sami rzuciliśmy sobie wyzwanie, dzięki któremu rozwój był nie tylko możliwy, ale po prostu konieczny — kontynuuje wokalista.
Ewoluowały również teksty, które szturchają odbiorcę niewygodnymi tematami, otwierając szerokie pole do dyskusji na temat istotnych wartości, które zatracamy w obliczu powszechnego konsumpcjonizmu. Black Radio jeszcze nigdy nie wyrażali się tak bezpośrednio, co w czasach nieustannego zakładania masek, prób dopasowania się do otoczenia i nieumiejętności wypowiadania na głos tego, co faktycznie czujemy, stanowi niesamowitą wartość. Ich najnowsze utwory sygnalizują bezwzględny upadek ludzkości, który nieubłaganie nadchodzi… a może już nadszedł?


